Słoneczniki kwitną podobno od lipca. A że lipiec właśnie się rozpoczął, zaczęliśmy szukać pleneru na słonecznikową sesję fotograficzną. Upatrzyliśmy sobie miejsce koło Zawiercia, o którym przed laty opowiadało parę osób. Na miejscu okazało się, że w tym roku rolnik obsiał pole zbożem. Czas płynie i wszystko się zmienia.
Zawiedzeni i głodni, postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną i zjeść na trasie. Zupełnie przypadkiem trafiliśmy do restauracji Pod Kolumnami w Pilicy. Całkiem smacznie i kameralnie, ale co ważniejsze, odkryliśmy, że wysokie mury po drugiej stronie ulicy kryją dawny ogród. Spacerując alejką między starymi jaworami i modrzewiami, zatrzymaliśmy się przy podium dla kwartetu smyczkowego. Wyobraźnia rysowała przed nami przyjęcia, które odbywały się na powietrzu przy dźwiękach muzyki. Przez drzewa przeziera neorenesansowy pałac z balkonem wspartym na sześciu kolumnach i wejściem, którego pilnują dwa kamienne sfinksy. Idąc dalej, po lewej, minęliśmy starą wozownię, chyba najbardziej zaniedbany budynek posiadłości.
Pałac nazywany jest też zamkiem — na tyłach posiadłość chronią fortyfikacje w postaci bastionów połączonych murami.
Nie ma możliwości zwiedzania wnętrz pałacu: można je jedynie podejrzeć przez okno i wyobrazić sobie jak drzewiej to wyglądało. Co prawda, jedna z ostatnich właścicielek pałacu planowała udostępnić część wnętrzy dla odwiedzających w formie galerii malarstwa, zainwestowawszy cztery miliony dolarów w remont nieruchomości, ale, w międzyczasie, roszczenia do nieruchomości zgłosili potomkowie przedwojennego właściciela i do czasu rozstrzygnięcia sprawy remont został wstrzymany. Od tego momentu pałac popada w ruinę.
Śpieszcie się z zobaczeniem tego miejsca. Być może będzie tak, jak z polem słoneczników — za parę lat nie będzie do czego wracać.
Komentarze
Prześlij komentarz